Naszym sponsorem jest:

Aktualności

Zastawki aortalne nowego typu, wszczepiane pacjentom przez tętnicę, zamiast w drodze tradycyjnej operacji, zastosowano w ośrodkach kardiologicznych w Zabrzu i Krakowie.

Ta metoda zarezerwowana jest jedynie dla chorych z grupy wysokiego ryzyka - schorowanych i w podeszłym wieku. Jak powiedział prof. Marian Zembala - dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu i koordynator programu, w ramach którego stosowane są takie zastawki - w przyszłym roku w kilku ośrodkach w Polsce planuje się ok. 70-80 implantacji tych urządzeń, dwóch typów. Zabiegi te będą wykonywane w dwóch ośrodkach warszawskich, a także w Zabrzu, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach. "Stosowanie tej metody będzie ograniczone, ze względu na koszty, tylko do chorych bardzo dużego ryzyka. To wąska grupa osób starszych, zwykle powyżej 80. roku życia, z dużymi obciążeniami, np. cukrzycą, niewydolnością nerek itp." - wyjaśnił prof. Zembala. Pacjentki, którym ostatnio w Zabrzu wszczepiono zastawki nowego typu, mają 81 i 83 lata. Zabiegi przeszły pomyślnie i są w dobrym stanie. Zastosowane u nich przeznaczyniowe wszczepienie zastawki aortalnej jest bardziej komfortowe dla pacjenta od tradycyjnej metody, bo odbywa się z bez otwierania mostka i krążenia pozaustrojowego, czyli bez dodatkowych obciążeń. Pierwsze tego typu zabiegi przeprowadzono w Polsce w listopadzie zeszłego roku. Dotychczas wykonano ich w sumie 25 - w Zabrzu, Warszawie, Krakowie i Katowicach. W poniedziałek i wtorek po raz pierwszy zastosowano jednak zastawki nowego typu, wszczepiane tą samą metodą. "To nieco inny typ zastawki; nowa jest wykonana z osierdzia świńskiego, tamta z bydlęcego. Ze względu na mniejszy rozmiar jest też zastawką, którą łatwiej wprowadza się drogą przezudową, czyli przez tętnicę udową. Ma też inną, wygodniejszą konstrukcję" - tłumaczył profesor. Zastrzegł, że nadal stosowane będą obie zastawki, w zależności od wskazań dla konkretnych pacjentów. Natomiast pacjenci nie zaliczeni do grupy wysokiego ryzyka będą operowani metodą tradycyjną. Nowa metoda jest kosztowna - wprawdzie udało się obniżyć jej koszty o ok. 16 tys. zł, ale i tak jedno urządzenie kosztuje ok. 80 tys. zł. "Chorzy za to nie płacą, ale - podkreślam - może to być stosowane wyłącznie w udokumentowanych wskazaniach z grupy bardzo wysokiego ryzyka. Staranie to oceniamy i rejestrujemy wyniki" - dodał prof. Zembala. Jak powiedział, na podstawie 19 zabiegów, wykonanych od listopada zeszłego roku do marca 2009, powstał szczegółowy raport, na podstawie którego resort zdrowia i NFZ zdecydowały o refundacji takich zabiegów w grupie najtrudniejszych przypadków. Zdaniem profesora, nie ma potrzeby rozszerzenia stosowania tej metody także na innych chorych. "Współczesna medycyna w każdej dziedzinie wymaga postępu i nowych technologii po to, by zminimalizować ryzyko i zwiększyć sukces. Ale jednocześnie wymaga analizy medyczno-ekonomicznej, a więc kosztów i bezpieczeństwa dla chorego. Z tego względu ta metoda jest tak starannie analizowana i zarezerwowana tylko dla chorych najwyższego ryzyka" - podkreślił prof. Zembala. Profesor przypomniał, że obecnie w Warszawie i Zabrzu realizowany jest także program przezskórnego, czyli nieoperacyjnego wszczepiania zastawki płucnej u dzieci, np. w przypadku wykrycia wrodzonych wad. Także to dotyczy wyłącznie pacjentów z grupy bardzo wysokiego ryzyka. Ponadto wkrótce w Zabrzu, Warszawie i Poznaniu ruszy program dotyczący zastawki mitralnej. 

PAP - Nauka w Polsce

www.naukawpolsce.pap.pl

Oferta partnetów Fundacji: